Wiele z nas dorastało z subtelnym, a czasem bardzo wyraźnym komunikatem: spójrz na zewnątrz.
Na oczekiwania. Na normy. Na to, co „trzeba”, „wypada”, „jest dobrze widziane”.
Uczyłyśmy się dostrajać. Spełniać. Poprawiać się.
I ten sam mechanizm – często zupełnie nieświadomie – przenosimy później na relację z samą sobą.
Zaczynamy wierzyć, że gdzieś w przyszłości czeka na nas „najlepsza wersja siebie”.
Taka, która:
- już nie ma tych samych problemów,
- jest spokojniejsza, pewniejsza, bardziej poukładana,
- w końcu „ogarnia” życie w miejscach, które dziś bolą.
Budujemy w głowie obraz siebie, do którego trzeba dojść.
Na drodze rozwoju, naprawy, doskonalenia.
A im bardziej ta wizja jest zewnętrzna i idealna, tym częściej – zamiast wspierać – zaczyna nas od siebie oddzielać.
Bo jeśli „najlepsza wersja mnie” jest kimś, kim jeszcze nie jestem,
to obecna ja – taka, jaka jestem dziś – łatwo zaczyna wydawać się niewystarczająca.
A jeśli kierunek jest inny?
Jeśli pojęcie „najlepszej wersji siebie” w ogóle miałoby sens, to nie jako ruch od siebie ku ideałowi,
lecz jako ruch do siebie – ku temu, co pierwotne, żywe i prawdziwe.
Nie w stronę wymyślonego obrazu, ale w stronę wewnętrznego źródła.
Wiele nurtów psychologii rozwojowej i humanistycznej mówi o tym wprost lub między wierszami:
największa zmiana nie polega na stawaniu się kimś innym,
lecz na odzyskiwaniu kontaktu z tym, kim byłyśmy, zanim nauczyłyśmy się od siebie odchodzić.
Zanim zaczęłyśmy regulować się oczekiwaniami.
Zanim „powinno” stało się ważniejsze niż „jestem i czuję”.
Zanim energia życia została zamieniona w projekt do poprawy.
Dlatego pytanie o „najlepszą wersję siebie” warto odwrócić.
Zamiast:
kim mam się stać?
zapytać:
kim jestem, kiedy mogę odpuścić napięcie, kontrolę i oczekiwania?
Czasem odpowiedź przychodzi przez wspomnienie.
Kim byłaś jako mała dziewczynka, zanim świat zaczął Cię korygować?
Jakie historie o Tobie opowiadali bliscy – zanim zaczęłaś je filtrować przez ocenę?
Co było Twoim naturalnym ruchem, energią, sposobem bycia?
„Najlepsza wersja siebie” nie zawsze jest bardziej zdyscyplinowana, bardziej produktywna czy bardziej idealna.
Czasem jest bardziej rozluźniona, prostsza, bliżej ciała i serca.
Bliżej życia, które nie musi być dowodem na nic, żeby było warte przeżycia.
Pytania od serca:
- Kim byłam, zanim zaczęłam myśleć: kim powinnam być? Jakie cechy, sposoby bycia pamiętam (lub słyszałam w opowieściach o sobie) z wczesnych lat?
- W jakich momentach mojego życia czuję się najbardziej sobą bez wysiłku? Co wtedy jest obecne?

Jeśli stoisz na życiowym rozdrożu, zastanawiasz się co dalej i chcesz zbudować życie oparte na swoim Darze, zapraszam Cię do pobrania D.A.R.mowego e-booka „5 kroków do rozpoznania Twojego D.A.R.u”. Znajdziesz go na stronie: https://magdamoskal.com/5-krokow/.
Przekaż ten link również znajomej osobie, która sądzisz, że mogłaby z niego skorzystać.
Dbaj o siebie, bo jesteś Darem.
Magda

