Trudno się winić za poszukiwanie przyjemności w życiu. Tak jesteśmy skonstruowani. Nasz układ nerwowy na poziomie podstawowym rozróżnia pomiędzy tylko dwoma opcjami – bezpieczne czy niebezpieczne? A poziom wyżej rozpatruje: skoro bezpieczne, to czy przyjemne, czy nieprzyjemne? W naszych fizjologicznych odruchach, szukamy bezpieczeństwa i przyjemności. Szerokiej drogi, często uczęszczanej, dobrze rozpoznanej i powszechnie zalecanej wszystkim rozsądnym.
Droga mniej uczęszczana, to droga, którą ja nazywam „drogą przez Mordor”. Nazwa, jak się zapewne domyślasz, nawiązuje do „Władcy Pierścieni”, powieści fantasy JRR Tolkiena, w której w wielkim uproszczeniu, mały hobbit Frodo dostaje misję zniszczenia magicznego pierścienia, stworzonego przez władcę ciemności Saurona. Pierścień posiada ogromną moc dominacji, którą Sauron może wykorzystać do zagłady Śródziemia, jeżeli odzyska pierścień. Frodo, wraz z drużyną ma za zadanie zniszczyć pierścień, a może to uczynić jedynie tam, gdzie został on stworzony – w kraterze Orodruiny. W tym celu, musi udać się w podróż do epicentrum krainy ciemności, czyli kierunku odwrotnym do tego, który sygnalizuje zazwyczaj układ nerwowy.
Kiedy pierwszy raz oglądałam film „Władca Pierścieni”, nie mogłam zasnąć w nocy. Przerażenie na myśl, że oto maleńka Drużyna Pierścienia rusza w misję niewykonalną w hordy ohydnych orków walczących dla Saurona, spowodowały „niezasypialne” napięcie w moim ciele. Ta niezasypialność wynikała z przeczucia, że w jakiś sposób wydarzenia przedstawione w filmie są bliskie życiu. Równocześnie więc, jakaś część mnie była jakby magnetycznie przyciągana do każdego kolejnego odcinka filmu. Jakby coś we mnie intuicyjnie przeczuwało, że droga do Mordoru, to jedyna droga, którą warto przebyć. Droga do spotkania mojego lęku, a wraz z nim pozostałych, tłumionych w moim ciele trudnych emocji. Droga do zniszczenia pierścienia iluzji, że mogę stworzyć sobie swój mały świat, w którym będę miała całkowitą dominację nad każdym jego elementem i swoim bezpieczeństwem. W którym będę mogła sobie wybrać tylko to co mi pasuje, według kryterium dążenia do przyjemności i unikania nieprzyjemności.
To napięcie w moim ciele nie było de facto niczym nowym. Znałam je dobrze, ale zawsze tłumiłam. Znałam je z tych momentów w przeszłości, kiedy działy się rzeczy, których nie mogłam uniknąć, a nie chciałam w nich być. Zaczęłam je rozpoznawać w moich lękach o przyszłość. I zaczęłam je odczuwać na bieżąco, kiedy napięcie to pojawiało się w moim życiu, tu i teraz, w sytuacjach niewygodnych.
Zamiast uciekać od napięcia i zagłuszać je przyjemnościami, zaczęłam zatrzymywać się i iść w jego kierunku. Na spotkanie tego, czego najbardziej się bałam. Prawdy. Tego co naprawdę myślę, czuję i czego doświadczam w ciele.
I chociaż początkowo było to doświadczenie przerażające, szybko zdałam sobie sprawę, że po każdym takim trudnym przejściu przez Mordor jestem coraz bardziej wolna i spokojna. Że cierpienie, którego się spodziewałam w Mordorze, było o wiele bardziej obecne i dokuczliwe, kiedy próbowałam uciekać w przeciwnym kierunku od Prawdy. W ten sposób, prawie niezauważalnie, znalazłam się na drodze mniej uczęszczanej. Drodze pracy ze sobą i spotykania się z tym co we mnie żywe. Drodze, na której jestem do dzisiaj i na której możesz mnie spotkać, jeśli Ty też szukasz sensu i prawdy o sobie.


Jeśli stoisz na życiowym rozdrożu i zastanawiasz się „Co dalej?”, zapraszam Cię do pobrania D.A.R.mowego e-booka „Odważ się na Siebie”, który znajdziesz na mojej stronie: https://magdamoskal.com
Dbaj o Siebie, bo jesteś Darem.
Magda

