219. W świecie pełnym chaosu. Przystanie, które dają siłę.

Kiedy siadam rano do medytacji i zamykam oczy, czasami po medytacji nie mam ochoty ich otwierać.

Żeby nie patrzeć na to, co dzieje się obecnie w świecie.
Na nagłówki.

Na obrazy podziałów.

Na język pełen agresji.

Na napięcie, które zdaje się przenikać powietrze.
Na planetę, która woła o troskę.
Na ludzi, którzy coraz częściej działają z lęku, a nie z serca.

I przez chwilę pojawia się we mnie myśl: czy da się dziś patrzeć i nie stwardnieć?

A potem… otwieram oczy.
I widzę też inne rzeczy.

Światło wpadające przez okno.
Rodzinę pięciu brzóz za moim oknem, które – mimo wszystko – dalej rosną.

Morze, które jest piękne w każdej pogodzie, nawet w sztormie.
Człowieka, który ustępuje miejsca.
Uśmiech przechodnia.
Małe akty dobra, które nie krzyczą, ale w połączeniu sprawiają, że życie jest piękne.

I myślę, że bycie obecną w świecie nie oznacza ignorowania jego trudności.
Oznacza wybór jak w nim jestem.

W świecie pełnym chaosu coraz bardziej potrzebujemy przystani.
Miejsc – i ludzi – przy których można na chwilę odetchnąć.
Żeby się wyregulować. Ugruntować. Wrócić do siebie.

Przystań nie musi naprawiać świata.

Przystań to obecność bez oceny.
Spokój, który nie zaprzecza trudnościom, ale ich nie podsyca.
Cierpliwość wobec tego, co niejasne.
Gotowość, by wysłuchać – także ciszy.

Każda przystań jest inna.
Bo każdy z nas niesie inny Dar.

Dla jednej osoby – byciem przystanią jest ciepłe słowo, które ofiaruje komuś drugiemu.
Dla innej – klarowność i porządkowanie chaosu.
Dla kogoś – poczucie humoru, które rozładowuje napięcie.
Dla jeszcze kogoś – umiejętność bycia obok bez potrzeby mówienia czegokolwiek.

Nie musimy być tacy sami.
Ale wszyscy mamy w sobie przestrzeń ciszy i spokoju – jeśli tylko pozwolimy sobie do niej wracać.

Czasem wystarczy codzienny rytuał.
Poranna kawa wypita bez telefonu.
Kilka świadomych oddechów.
Spacer bez celu.
Dotyk ziemi.
Ruch, który reguluje ciało.
Kontakt z kimś, przy kim nie trzeba nic udowadniać.

To są małe wybory, które regulują nasz układ nerwowy.
I z tego wyregulowania rodzi się coś bardzo konkretnego:
spokój, który przestaje być tylko naszym prywatnym doświadczeniem.

Bo spokój jest zaraźliwy.
Tak samo jak cierpliwość.
Tak samo jak otwartość.
Tak samo jak brak ciągłej oceny.

Bycie przystanią nie oznacza bycia zawsze silną.
Oznacza bycie w kontakcie ze sobą – także wtedy, gdy jest trudno.

Oznacza umiejętność powrotu do wewnętrznego domu, nawet jeśli świat na zewnątrz jest burzliwy.

Świat nie potrzebuje dziś kolejnych przemocowych reakcji “w obronie własnej”.
Potrzebuje ludzi, którzy potrafią pozostać zakorzenieni.
Którzy widzą chaos, ale nie pozwalają mu przejąć sterów wewnątrz siebie.

Możesz być taką przystanią.
Dla innych.
I – przede wszystkim – dla siebie.

Nie przez doskonałość.
Ale przez obecność.

Pytania od serca:

  • W jakich momentach najbardziej czujesz dziś chaos świata – i jak reaguje wtedy twoje ciało oraz układ nerwowy?
  • Czym dla Ciebie osobiście jest bycie przystanią – jakie jakości naturalnie wnosisz do relacji i przestrzeni, w których jesteś?
  • Jakie codzienne rytuały lub drobne wybory pomagają Ci wracać do wewnętrznego spokoju i obecności?

Jeśli stoisz na życiowym rozdrożu, zastanawiasz się co dalej i chcesz zbudować życie oparte na swoim Darze, zapraszam Cię do pobrania D.A.R.mowego e-booka „5 kroków do rozpoznania Twojego D.A.R.u”. Znajdziesz go na stronie: https://magdamoskal.com/5-krokow/.

Przekaż ten link również znajomej osobie, która sądzisz, że mogłaby z niego skorzystać.

Dbaj o siebie, bo jesteś Darem.

Magda

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *