Czasem mylimy to, co potrafimy, z tym, co jest nasze wrodzone.
Zwłaszcza wtedy, gdy od dzieciństwa uczono nas wielu rzeczy „dla naszego dobra”.
Gdy ktoś ważny uznał, że to się przyda.
Że to da bezpieczeństwo.
Że z tym będzie łatwiej w życiu.
I być może często miało to jakieś racjonalne uzasadnienie.
Tylko że… racjonalność nie zawsze oznacza zgodność z naszym wnętrzem.
A brak zgodności automatycznie wywołuje opór,
który może nieświadomie stać się tłem naszego życia.
Można świetnie grać na instrumencie muzycznym,
znać języki obce,
być doskonale zorganizowaną,
umieć opiekować się innymi,
być „tą rozsądną”, „tą odpowiedzialną”, „tą, która ogarnia”.
Można pójść na studia po “linii rodziny” – bo “u nas wszyscy są… lekarzami…”
I można po studiach pracować w zawodzie, szlifując potrzebne kompetencje.
Można to wszystko umieć.
I jednocześnie nie czuć w tym życia.
Bo naturalny talent często nie krzyczy.
Nie zawsze jest spektakularny, albo nawet “poważny”.
Często jest czymś, co robimy odruchowo.
Tak naturalnie, że nawet nie uznajemy tego za ważne.
A nabyte umiejętności?
One bywają głośniejsze.
Często są okupione wysiłkiem, dyscypliną, oceną.
I bywają mylone z powołaniem tylko dlatego, że są widoczne i „użyteczne”.
W którymś momencie życia warto się na chwilę zatrzymać i zapytać siebie uczciwie:
Czy ja to naprawdę lubię, czy po prostu dobrze to robię?
Czy to mnie zasila, czy jedynie utrzymuje?
Czy to ma być fundamentem mojego życia zawodowego… czy raczej jest konstrukcją, którą ktoś kiedyś uznał za bezpieczną?
Bo są umiejętności, które:
– umiemy i lubimy – i one mogą pięknie wspierać nasze talenty,
– umiemy, ale nie lubimy – które być może stały się podstawą naszej pracy… choć nigdy nie były zgodne z naszym sercem, a nawet predyspozycjami – i wtedy warto zapytać: czy nadal muszą być w centrum?
I to nie jest pytanie o to, czy coś „wyrzucić”.
Często to pytanie brzmi raczej:
gdzie to coś ma swoje miejsce?
Co jest rdzeniem, a co narzędziem?
Co jest źródłem, a co formą?
Co jest naprawdę moje – a co tylko dobrze przyswojone?
Bo pod tym wszystkim kryje się pytanie jeszcze szersze:
Czego nie mogłabym nie robić?
Co sprawia, że moje życie jest żywe, a nie tylko poprawnie skonstruowane?
Co chcę, żeby było obecne w moim życiu, żeby ono było warte przeżycia – nawet jeśli nie zawsze jest „praktyczne”?
Klarowne odpowiedzi mogą nie przyjść od razu.
Częściej przychodzą jako uczucie ulgi.
Jako myśl: „to o mnie”.
I to zwykle wystarczy na początek.
Pytania od serca:
- Które z moich umiejętności są naprawdę moje, a które były odpowiedzią na oczekiwania lub potrzebę bezpieczeństwa?
- Co chciałabym, żeby było obecne w moim życiu nawet wtedy, gdy nikt by tego nie oceniał ani nie nagradzał?

Jeśli stoisz na życiowym rozdrożu, zastanawiasz się co dalej i chcesz zbudować życie oparte na swoim Darze, zapraszam Cię do pobrania D.A.R.mowego e-booka „5 kroków do rozpoznania Twojego D.A.R.u”. Znajdziesz go na stronie: https://magdamoskal.com/5-krokow/.
Przekaż ten link również znajomej osobie, która sądzisz, że mogłaby z niego skorzystać.
Dbaj o siebie, bo jesteś Darem.
Magda

