Są w relacjach trzy ruchy.
Dawanie.
Przyjmowanie.
Branie – czyli aktywne sięganie po to, czego potrzebuję.
Razem tworzą całość.
Ale uruchamiają w nas zupełnie różne miejsca.
Dawanie to ruch na zewnątrz.
Daję, bo chcę.
Bo widzę potrzebę.
Bo coś we mnie chce się wyrazić.
Ale bywa też, że daję, bo tak się nauczyłam.
Bo wtedy jestem potrzebna.
Bo to daje mi miejsce.
Wtedy dawanie przestaje być wyborem, a staje się nawykiem.
Czasem bardzo głęboko wpisanym w tożsamość.
Przyjmowanie to zgoda na to, że coś do mnie przychodzi.
Ktoś daje – a ja to zatrzymuję.
Nie umniejszam.
Nie oddaję od razu.
Pozwalam sobie być obdarowaną.
To dotyka bardzo czułych miejsc.
Poczucia wartości.
Zaufania.
Poczucia, że mogę i zasługuję.
Branie to jeszcze inny ruch.
To moment, w którym ja wiem, czego potrzebuję –
i wychodzę z tą potrzebą do świata.
Proszę.
Nazywam.
Sięgam.
To wymaga odwagi.
I zgody na to, że nie zawsze usłyszę „tak”.
Zdrowa relacja potrzebuje wszystkich trzech dynamik.
Dawania.
Przyjmowania.
Brania.
I ruchu pomiędzy nimi.
Bo, dojrzałość relacyjna to zdolność do bycia w przepływie.
Praca również jest relacją.
Wiele kobiet – szczególnie w zawodach pomocowych, ale nie tylko – jest głęboko osadzonych w dawaniu.
Dajemy:
– uwagę
– czas
– energię
– zaangażowanie…
Często więcej, niż mamy.
Często bez zatrzymywania się oraz refleksji czy to jest jeszcze w zgodzie ze sobą.
Praca rzadko ogranicza się jedynie do wykonywania aktywności zawodowych.
Pod powierzchnią zadań, terminów i spotkań znajduje się kolejna warstwa –
relacje, napięcia, nastroje, niewypowiedziane oczekiwania.
I ogromna ilość energii, którą wkładamy w to, żeby „to wszystko działało”.
Jest w tym wiele aktywności, których nie wpisuje się do zakresu obowiązków.
Ktoś zauważa, że atmosfera gęstnieje i próbuje ją rozluźnić.
Ktoś inny bierze na siebie więcej, żeby nie dokładać pracy zespołowi.
Ktoś pamięta o tym, co dla innych jest ważne.
To drobne gesty, decyzje podejmowane w biegu, wewnętrzne dostrajanie się.
Często określa się tą warstwę terminem „niewidzialnej pracy”.
Wiele kobiet robi to w sposób niemal automatyczny.
Z uważności.
Z doświadczenia.
Czasem z potrzeby utrzymania spokoju.
Nie zawsze to nazywamy. Rzadko przeliczamy.
A przecież to także jest dawanie.
Kiedy ten kierunek zaczyna dominować, coś powoli się przesuwa.
Pojawia się zmęczenie, które trudno uchwycić.
Napięcie, które nie ma jednego źródła.
Poczucie, że „ciągle jestem dla innych”, choć nikt tego wprost nie wymaga.
A tymczasem przepływ potrzebuje w miarę symetrycznego ruchu w obie strony.
Potrzebuje momentu zatrzymania i zauważenia, co wraca.
Wynagrodzenie.
Docenienie.
Wsparcie.
Momentów, w których dopuszczasz myśl, że Twoje potrzeby są częścią tej samej rzeczywistości.
Że możesz je nazwać.
Że możesz sprawdzić, co się wydarzy, kiedy przestaniesz się dopasowywać w każdym miejscu.
Czasem to może być jedno zdanie wypowiedziane spokojnie:
„Potrzebuję innego tempa”.
Czasem zmiana granicy.
Czasem decyzja, żeby nie wziąć na siebie kolejnego zadania.
Albo krótka pauza w ciągu dnia – taka, w której wracasz do siebie.
Kiedy dawanie, przyjmowanie i branie zaczynają się spotykać, praca przestaje być asymetrycznym wysiłkiem.
Pojawia się więcej przestrzeni.
Na oddech.
Na obecność.
Na bycie w tym, co robisz – bez ciągłego przekraczania siebie.
Pytania od serca:
- W którym miejscu w pracy najczęściej zatrzymuje się twój przepływ – w dawaniu, przyjmowaniu czy braniu?
- Jaką jedną (małą) rzecz możesz dziś nazwać i wyrazić jako swoją potrzebę?

Jeśli stoisz na życiowym rozdrożu, zastanawiasz się co dalej i chcesz zbudować życie oparte na swoim Darze, zapraszam Cię do pobrania D.A.R.mowego e-booka „5 kroków do rozpoznania Twojego D.A.R.u”. Znajdziesz go na stronie: https://magdamoskal.com/5-krokow/.
Przekaż ten link również znajomej osobie, która sądzisz, że mogłaby z niego skorzystać.
Dbaj o siebie, bo jesteś Darem.
Magda

