240. Uspokojona. Integracja i powrót do spójności.

Integracja nie jest stanem idealnego spokoju, ani życia bez wewnętrznych konfliktów.
To raczej moment, w którym ciało i umysł zaczynają być ze sobą w lepszym kontakcie.

I ta harmonia pozwala poczuć realną ulgę, w napiętym zwyczajowo ciele.

W harmonii pojawia się przestrzeń do utrzymania w sobie pozornych sprzeczności –
bez natychmiastowego wybierania jednej strony.

„W tej sferze życia jestem silna, a w tej się rozpadająca.”
„Tu profesjonalna, a tu zagubiona.”
„Tu miła, a tu pełna złości.”
„Tu duchowa, a tu przerażona.”

Integracja nie prowadzi do tego, że któraś z tych części znika.
Ale do tego, że coraz mniej żyjemy w wewnętrznym rozszczepieniu.

Że te doświadczenia zaczynają należeć do jednego życia.
Do jednej osoby.

Do Ciebie. Do mnie.

Rozdzielenie było kiedyś potrzebne do przetrwania.

Ponieważ dziecko, które doświadcza trudnych emocji bez wystarczającego wsparcia, uczy się odcinać części siebie, żeby móc funkcjonować.

Czasem odcina złość, żeby nie stracić miłości.
Czasem wrażliwość, żeby przetrwać chaos.
Potrzeby, żeby „nie być problemem”.
Spontaniczność, żeby pozostać bezpiecznym.

A później dorosłość jest próbą powrotu do tego, co zostało kiedyś odsunięte.

Integracja jest więc zdolnością do bycia przy swoim wewnętrznym konflikcie

bez konieczności wojny ze sobą.

Jest powrotem do spójności myśli, uczuć, wartości, działań.

Znalezieniem przestrzeni w sobie,

w której obie części wewnętrznego konfliktu czują się widziane

i możemy, w zgodzie z obiema, podjąć spójną decyzję, albo działanie.

Dlatego zdrowienie zazwyczaj nie polega na stawaniu się kimś nowym.
Polega na odzyskiwaniu kontaktu z tym,
kim byłaś przed odłączeniem od siebie.

I myślę, że współczesny rozwój ma czasem problem z integracją.

Czytamy.
Słuchamy podcastów.
Idziemy na warsztaty.
Zdobywamy nowe narzędzia.
Kolejne wglądy.
Kolejne doświadczenia.

Cały czas wdech.

A przecież organizm nie może żyć wyłącznie na wdechu.

Potrzebny jest też wydech.

Czas na odpoczynek.
Na ciszę.
Na zwyczajne życie.
Na pozwolenie układowi nerwowemu, żeby przyswoił to,
co nowe.

Bo nawet dobre zmiany potrzebują czasu, żeby zostać naprawdę przyjęte przez ciało.

Integracja dzieje się w tym co niepozorne.

Podczas spaceru.
W spokojniejszym poranku.
W momencie, w którym nagle orientujesz się,
że reagujesz inaczej niż kiedyś.

Bez spektakularnych przełomów.

Z intencją poznania siebie.

Z akceptacją wszystkiego co w Tobie na ten moment jest żywe,

a nawet wewnętrznie skonfliktowane.

Kiedy się zatrzymujesz, żeby nazwać:

co czujesz,

co się dzieje w twoim ciele,

jakie towarzyszą temu myśli,

jakie potrzeby

– ze zgodą na przyjęcie tego wszystkiego takim jakim jest –

czujesz ulgę.

Po prostu, coś w Tobie zaczyna być bardziej razem.

Przestajesz budować życie wyłącznie z tych części siebie,

które były akceptowalne dla innych.

Nie stajesz się kimś nowym.
Odzyskujesz kontakt z tym,

kim byłaś przed podzieleniem siebie na części.

Pytania od serca:

  • Co ostatnio próbowałaś „wchłonąć”, nie dając sobie czasu na wydech i integrację?
  • Jak wygląda dziś Twój wewnętrzny wydech – miejsce odpoczynku, ciszy i przyswajania?

    Jeśli stoisz na życiowym rozdrożu, zastanawiasz się co dalej i chcesz zbudować życie oparte na swoim Darze, zapraszam Cię do pobrania D.A.R.mowego e-booka „5 kroków do rozpoznania Twojego D.A.R.u”. Znajdziesz go na stronie: https://magdamoskal.com/5-krokow/.

    Przekaż ten link również znajomej osobie, która sądzisz, że mogłaby z niego skorzystać.

    Dbaj o siebie, bo jesteś Darem.

    Magda

    Leave a Comment

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *