137. Syndrom oszustki.

Czy to co czuję jest tylko moje?

„Poczucie, które chyba szczególnie dręczy kobiety, nawet te, które mają osiągnięcia, dobrze sobie radzące i zarabiające – że to im się właściwie nie należy, że zaraz się wyda, że tak naprawdę się nie znają i nie potrafią. Z okresu studiów pamiętam swoje obsesyjne notatki z każdej lektury i poczucie, że powinnam jeszcze więcej pracować…” Eliza Szybowicz z książki Joanny Kuciel Frydryszak: „Chłopki. Opowieść o naszych babkach.”

Na święta moja najstarsza córka, wracając do domu ze studiów, przywiozła ze sobą książkę. Ta książka zwróciła moją uwagę już wcześniej, kiedy kupowałam prezenty świąteczne. Zachwalała ją bardzo mocno sprzedawczyni w księgarni. Miała ich do sprzedania ogromny karton. Wtedy książki nie kupiłam, ponieważ podchodzę z dystansem do hitów sprzedażowych. Ale, kiedy zobaczyłam „Chłopki” po raz drugi, wśród lektur mojego dziecka, uznałam, że to może być znak, żebym ją jednak przeczytała. Przeczucie mnie tym razem nie zawiodło.

„Chłopki” zabierają czytelnika do innego świata. Świata, który jest jednocześnie bardzo daleko i bardzo blisko. Książka opowiada o polskiej wsi w okresie międzywojennym. O wsi, która obecnie już fizycznie nie istnieje – skrajnie biednej, walczącej o przetrwanie, pozbawionej godności, jedzenia, ludzkich warunków do życia i perspektyw na lepszy los. W tym sensie, jest daleko. A jednocześnie jest bardzo blisko, ponieważ na płaszczyźnie emocjonalnej wydarzenia tamtego okresu musiały się wryć głęboko w DNA kolejnych pokoleń. Czytając, miałam wrażenie, że dobrze znam i czuję przedstawiony w książce świat, chociaż nigdy na wsi nie mieszkałam.

Głównymi bohaterkami książki są tytułowe Chłopki. Harowaczki, pracujące od dziecka ponad siły – w polu, przy zwierzętach, w domu, na służbie u zamożniejszych. Od świtu do nocy. Przygniecione swoimi obowiązkami, daleko wykraczającymi ponad ich fizyczne możliwości. Rodzące i wychowujące nawet po kilkanaścioro dzieci. Głodujące, żeby móc nakarmić swoje potomstwo. Pozbawione własnych potrzeb i oczekiwań. Marzące o butach i własnym łóżku. Kobiety, którym odmawiano możliwości nauki nawet w szkole podstawowej, bo „po co babom szkoła”. Których życie było poporządkowane przetrwaniu rodziny i usługiwaniu innym. Na czele z podstawowym imperatywem poświęcania się i podporządkowywania rodzinnej kontroli. Najwyższym autorytetem był ksiądz. Największym marzeniem – być jak „pani” i uzbierać posag, żeby dobrze wyjść za mąż, w nadziei na trochę lepszy los. Wychowywane według filozofii: „Kto się urodził pod ławą, ten na nią nie wejdzie.”

Jednocześnie, te same kobiety, pomimo skrajnych warunków w jakich przyszło im żyć, potrafiły heroicznie walczyć o lepsze życie dla siebie oraz swoich dzieci. Emigrowały w poszukiwaniu pracy. Uczyły się czytać, żeby móc prenumerować magazyny, które pozwalały im lepiej prowadzić gospodarstwo. Harowały i oszczędzały na edukację dla dzieci. Znajdowały w sobie siłę, kreatywność i motywację, żeby móc godnie żyć.

Losy opisanych w książce kobiet, pokazują również w jaki sposób awansowały społecznie, wyjeżdżając do miast, w których początkowo pracowały jako „służące od wszystkiego”, żeby z czasem, już po drugiej wojnie światowej, podejmować studia i pracę w mieście. Jak wstydziły się swojego pochodzenia, ponieważ były często wyszydzane i pogardzane przez osoby, które do miasta trafiły przed nimi. Jak ciężko musiały pracować, żeby pokonać przepaść dzielącą je od mieszkańców miast. Jak zabiegały o przynależność, z gnębiącym je wewnętrznie „syndromem uzurpatora”, ponieważ pomimo tytanicznej pracy, nie czuły się wystarczająco dobre.

Książka uświadomiła mi, że wiele z nas dalej emocjonalnie żyje w świecie chłopek. Ja na pewno mam w sobie część harowaczki, która ciężką pracą całe życie próbowała zasłużyć na dobre słowo od swojego wewnętrznego krytyka. Koszt takiego życia jest wysoki. Zdrowie, relacje, poczucie przyjemności w życiu… schodzą na drugi plan, w służbie „dowożenia”, przetrwania oraz bycia potrzebną i wartościową. Wewnętrzna harowaczka, w duecie z wewnętrznym krytykiem potrafią wiele osiągnąć i wiele napsuć – zwłaszcza, jeżeli brakuje im zmysłu strategicznego i nie wyznaczają większych celów, tylko harują w codziennej bieżączce.

Tymczasem, można inaczej. Przede wszystkim, kiedy zdaję sobie sprawę z tego, że poczucie, iż muszę włożyć ogromny wysiłek w to co robię, żeby moja praca została uznana za wartościową oraz lęk, że mogę zostać nakryta na braku wystarczającej wiedzy, talentu czy doświadczenia nie mają swojego źródła w moim życiu, ale są moim emocjonalnym spadkiem z poprzednich pokoleń, mogę trochę odetchnąć z ulgą. Ponieważ mój umysł może inaczej połączyć kropki, niż do tej pory to robił. Zamiast myśleć: „wstydzisz się siebie, więc najwyraźniej masz ku temu powody”, może stwierdzić: „twój wstyd nie wynika z tego kim jesteś, ale jest emocjonalnym bagażem odziedziczonym ze skrajnie trudnych doświadczeń twoich przodkiń”. W takim połączeniu kropek jest element wolności, w której mogę się wyprostować i pokazać kim jestem, ponieważ nareszcie z ulgą zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam nic do ukrycia.

Można uhonorować tytaniczną pracę harowaczki, ale wybrać inną drogę. To jest proces przechodzenia żałoby po tym, co utraciłyśmy, ponieważ wiele z nas w trakcie życia nastawionego na udowadnianie sobie i innym, że jesteśmy wartościowe naprawdę wiele traci – czasu, sił, zdrowia, relacji… Jednak, uhonorowania wymaga również siła, pracowitość, kreatywność naszych przodkiń, które ogromnym wysiłkiem, dążyły do tworzenia lepszego losu dla siebie i swoich dzieci. To też jest naszym dziedzictwem w spadku po nich.

A jak to jest u Ciebie? Czytałaś „Chłopki”? Jakie jest Twoje doświadczenie w temacie pracy ponad siły, ukrywania prawdziwej siebie i syndromu oszustki?

Jeśli stoisz na (zawodowym) rozdrożu i zastanawiasz się „Co dalej?”, zapraszam Cię do współpracy w indywidualnym procesie „Jesteś DARem”.  Żeby sprawdzić, czy ten proces jest dla Ciebie, zapisz się na gratisową konsultację tutaj: https://magdamoskal.com/kontakt/

Czuj się serdecznie zaproszona/zaproszony:)

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *