Każdy początek wymaga wcześniejszego zakończenia.
Niby oczywiste.
A jednak większość z nas próbuje rozpocząć nowy etap, nie żegnając poprzedniego.
Nową pracę, wciąż tęskniąc za starą.
Nową relację, nadal rozmawiając w myślach z poprzednim partnerem.
Nowy etap życia, nie puszczając części siebie, która przez lata pomagała przetrwać.
Psychika słabo znosi takie „niedomknięte drzwi”,
kiedy idziesz ku nowemu, próbując ciągnąc za sobą stare, niezmienione.
Zmiana i przejście to nie jest to samo.
Zmiana wydarza się na zewnątrz.
Przejście wydarza się wewnątrz.
Można jednego dnia zmienić pracę.
A przez kolejny rok uczyć się żyć bez starej tożsamości.
Według Williama Bridgesa każdy ważny etap składa się z trzech części:
1. Zakończenie.
Najpierw coś trzeba pożegnać.
Rolę.
Relację.
Wyobrażenie.
Marzenie.
Czasem wersję siebie.
2. Przestrzeń pomiędzy.
To chyba najbardziej niedoceniany etap.
Nie jesteś już tam.
Ale jeszcze nie jesteś tutaj.
Nie wiadomo, kim teraz jesteś.
Dokąd dokładnie idziesz.
Co będzie dalej.
Psychologia nazywa ten etap liminalnością.
I większość ludzi chce jak najszybciej z niego uciec.
A właśnie tam powstaje coś nowego.
3. Nowy początek.
Nie kiedy coś postanawiasz,
lecz kiedy Twoje ciało zaczyna czuć:
„To już moje życie.”
Dlaczego tak trudno kończyć?
Bo każde zakończenie jest małą stratą.
Nawet jeśli odchodzimy z miejsca, którego nie lubiliśmy.
Żegnamy przecież:
przyzwyczajenia,
tożsamość,
rutynę,
znajome emocje.
Nasz mózg bardziej lubi znane cierpienie niż nieznaną przyszłość.
I …
bardzo często nie tęsknimy za tym, co było.
Tęsknimy za tym,
kim byłyśmy wtedy.
Każde ‘tak’ dla nowego życia jest jednoczesnym ‘dziękuję’ dla czegoś, co właśnie się kończy.
Jest robieniem miejsca.
Ponieważ zakończenie nie tylko coś zabiera.
Ale również tworzy przestrzeń.
Ból jest naturalną częścią zmiany.
Potrzebuje naszej obecności.
Nie żeby zostać z nami na zawsze,
ale, żeby zrobić miejsce temu, co chce się dopiero narodzić.
Jednocześnie, czasem w bólu utykamy.
Uznajemy, że skoro boli, to droga się skończyła.
Tymczasem, ból nie zawsze mówi, że idziemy w złą stronę.
Czasem mówi “tylko”, że coś ważnego się kończy.
A bywa też wręcz odwrotnie.
Chcemy jak najszybciej „przejść dalej”.
Nie czuć.
Nie oglądać się za siebie.
Przekonać siebie, że wszystko jest już w porządku.
To również utrudnia nowy początek.
Bo to, co nie zostało przeżyte, zazwyczaj wraca,
żeby mogło się zintegrować.
Może właśnie dlatego rozwój potrzebuje odwagi.
Odwagi, żeby zatrzymać się przy bólu.
I odwagi, żeby nie zostać w nim na zawsze.
Każde zakończenie jest zaproszeniem.
Niekoniecznie do czegoś łatwiejszego.
Ale do “większego” życia, które bardziej odpowiada temu, kim stajesz się dzisiaj.
Nowy początek nie rodzi się wtedy, kiedy przestajesz czuć stratę. Rodzi się w przeżywaniu straty i otwieraniu się na nowe, nieznane, większe od tego co było do tej pory.
Pytania od serca:
- Co w Twoim życiu domaga się dziś nie tyle zmiany, ile spokojnego pożegnania?
- Jeśli jesteś właśnie w „przestrzeni pomiędzy”, czego potrzebujesz, żeby zaufać, że nowe dojrzewa, nawet jeśli jeszcze go nie widać?

Jeśli stoisz na życiowym rozdrożu, zastanawiasz się co dalej i chcesz zbudować życie oparte na swoim Darze, zapraszam Cię do pobrania D.A.R.mowego e-booka „5 kroków do rozpoznania Twojego D.A.R.u”. Znajdziesz go na stronie: https://magdamoskal.com/5-krokow/.
Przekaż ten link również znajomej osobie, która sądzisz, że mogłaby z niego skorzystać.
Dbaj o siebie, bo jesteś Darem.
Magda

